Film.
Może tytuł oryginalny jest dziwny, jak język, w którym powstał, jednak nie jest najważniejszy…
Opowieść o miłości, o szczęściu, o sensie życia…
Historia opowiedziana w tak delikatny i piękny sposób, że człowiek łapie się na zdziwieniu, że tak można…
To kolejne zdziwienie…
Historia opowiedziana zwyczajnie, bez gwiazdorskiej wydmuszki, bez „kina akcji”, spokojnie…
Wszystko jest tam normalne. Nawet pocałunki są jak… pocałunki, a nie jak penetracje językiem jamy ustnej kochanków…
Człowiek jest tak przyzwyczajony do prymitywnych pokazów w filmach, że ten jawi się jakby z innej planety.
I nie jest to film z lat trzydziestych. Nakręcono go 2004 roku.
Sam zakochałem się w tej opowieści i w tym jak została opowiedziana, nie mówiąc już o jednej aktorce, pięknej blondynce, której oświadczyłbym się, gdybym ją spotkał, zaraz po tym jak odzyskałbym mowę.
Zupełnie nie dziwi mnie, że stał się najbardziej kasowym filmem w Szwecji. Ludzie wszędzie tęsknią za człowieczeństwem w filmach, a jacyś pokręceni kolesie fundują im kolejne części Matrix
„Sa som i himmelen” , reż. Kay Pollak – polski tytuł: “Jak w niebie”.
Brawo Szwedzi!!!
|